Sól Naszej Ziemi

Władysław Kosiniak-Kamysz – wybór pragmatyczny

Jest niezwykle trudno napisać tekst o miesięcznej aktualności, odnosząc się do naszej rzeczywistości politycznej. Odbędą się wybory prezydenckie, które mogą zmienić dominację Prawa i Sprawiedliwości na szczytach władzy naszego państwa. Od lat realna władza to dominacja dwóch ugrupowań politycznych, Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej, wywodzących się z ruchu Solidarność. Obydwa ugrupowania wystawiły swoich kandydatów w nadchodzących wyborach prezydenta Polski (obecny prezydent RP Andrzej Duda i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski).

Tym trzecim, który aspiruje w wyborach na prezydenta, jest Władysław Kosiniak-Kamysz, przedstawiciel Koalicji Polskiej, w skład której wchodzi ruch Kukiz’15 oraz Polskie Stronnictwo Ludowe. Na innych kandydatach nie zamierzam się skupiać, gdyż odnoszę wrażenie, że nie są w stanie zagrozić realnie dwóm dominującym. Po prostu w odczuciu społecznym nie prezentują przesłania i postawy przyszłej głowy państwa. Szkoda na przykład, że Lewica na zasadzie przeciwieństwa nie wystawiła kandydata o uznanej powadze i dostojności profesorskiej. Ma takich w szeregach. Inni przedstawiciele ugrupowań, w moim przekonaniu, mają zaistnieć w wyborach, pokazując istnienie ugrupowań, z których się wywodzą.

Bezwzględna walka wspomnianych ugrupowań uzasadnia oddanie głosu na Kosiniaka- -Kamysza jako przedstawiciela prowincji stanowiącej przysłowiową „sól naszej ziemi”. Nie zamierzam się zabierać za rozliczenie kadencji ustępującego prezydenta Andrzeja Dudy, gdyż codziennie zantagonizowani dziennikarze czynią to dokładnie. Kontynuacja jego prezydentury nie przetnie coraz głębszych podziałów społecznych. Jest także przykładem prezydentury niesamodzielnej, co widać na każdym odcinku jej sprawowania. Nie postarał się być prezydentem Polaków, a jedynie tych, którzy utożsamiają się z partią rządzącą Prawo i Sprawiedliwość. Obydwaj pretendenci, w odróżnieniu od Kamysza, manifestują subtelną pogardę dla ludowości, określaną przeze mnie jako syndrom „polskiego chama”, czyli człowieka, który w rodowodzie nie może powołać się na dobre pochodzenie czy też dobre maniery ze swojego środowiska. Na poparcie swej tezy przytoczę ciągłe zabiegi wspomnianych ugrupowań, aby wyeliminować z życia politycznego (Sejmu i Senatu) przedstawicieli ruchu ludowego. Czynią to od zawsze, szermują, że oni lepiej potrafią reprezentować prowincję w polityce. Zarzucają, że ruch ludowy przetrwał w ubogiej postaci nawet w PRL. Ten wątek wymaga głębszego rozpracowania historycznego. Stwierdzę jedynie, że synowie gospodarzy z PRL byli podstawą boomu ostatnich trzydziestu lat, odradzania się normalnej gospodarki państwa. Wyniesione z domu zasady zaradności i samodzielności w gospodarzeniu to być może historyczne wartości, od których wstydliwie wielu stara się odżegnać. Sam byłem świadkiem, jak mnie, z jakiejś prowincji, warszawiacy chcieli upokorzyć. Potem okazywało się, że oni także z prowincji. Po prostu neofici.

Tymi scenkami chcę obudzić w nas poczucie, że większość ma pochodzenie z szeroko pojętego ruchu ludowego. Przypominając genezę zorganizowanego ruchu ludowego w formie partii – to gmach Sokoła w Rzeszowie, gdzie pod zaborami powstało Stronnictwo Ludowe, które w tym roku szczyci się 125-leciem istnienia. Przez lata wszyscy uzurpowali sobie podporządkowanie ruchu ludowego. Nawet w czasie II wojny i Bataliony Chłopskie. Armia Krajowa, szczególnie jej sanacyjni przedstawiciele, czynili bezpardonowe zabiegi, aby sobie podporządkować BCh. Dochodziło nawet do wydawania przedstawicielom Batalionów Chłopskich wyroków śmierci. Jeszcze dzisiaj potomkowie lepiej urodzonych próbują uważać się za lepszych. To takie kultywowanie kompleksów.

Nie wiem, dlaczego Rzeszów, jako kolebka ruchu ludowego, odwraca się od ruchu ludowego. Tysiące z nas są potomkami działaczy ludowych. Czas sięgnąć do starych rodzinnych konterfektów świadczących o przynależności naszych antenatów do różnych form ruchu ludowego (Polskiego Stronnictwa Ludowego, Związku Młodzieży Wiejskiej, absolwentów uniwersytetów ludowych). Starannie i konsekwentnie w ostatnich latach te historie nam obrzydzono, uznano za nieistotne, wstydliwe. Zatem zagłosowanie na przedstawiciela ruchu ludowego, który jest młodym, samodzielnym człowiekiem, podkreślającym korzenie rodzinne z naszego regionu, jest w pełni zasadne. Rozsądek wyboru Kamysza to także zażegnanie w jakiejś części swoistej wojny ugrupowań. Wywodzący się z ruchu ludowego prezydent stałby się arbitrem dla skołowanego społeczeństwa. Byłby to piękny hołd na 125-lecie zorganizowanego ruchu ludowego.

Edward SŁUPEK