W zielone grajmy

Wybierzmy prezydenta z ruchu ludowego

Zieleń w otoczeniu uspokaja i dobrze nastraja, jest także symbolem polskiego ruchu ludowego, a ściślej jest nim czterolistna koniczyna. Genezą polskiego ruchu ludowego jest nasz Rzeszów, gdzie w 1895 r. powstała pierwsza partia w budynku, w którym obecnie siedzibę ma Teatr im. Wandy Siemaszkowej, Stronnictwo Ludowe na ziemiach zaboru austriackiego. Ważny fakt mający odniesienie do współczesnej Austrii, gdzie rządząca Austriacka Partia Ludowa z rodowodem z 1893 r. – z Sebastianem Kurzem jako kanclerzem urodzonym w 1986 r. – wygrała wybory po podobnych perypetiach jak u nas w Polsce. Austriacy mieli dość niespokojnych i aferalnych rządów naprzemiennie dwóch zwalczających się w skandaliczny sposób partii i zagłosowali na partię o ludowych przewidywalnych korzeniach.

Władysław Kosiniak-Kamysz, ludowy kandydat na urząd prezydenta Polski w wyborach, które odbędą się w pierwszej turze 10 maja br., jest też młodym politykiem, bo urodzony w 1981 r., starannie wykształconym (Uniwersytet Jagielloński, doktor medycyny), ze znacznym doświadczeniem parlamentarnym oraz w sprawowaniu ważnych ministerialnych urzędów w trudnych koalicjach. Tam dał się poznać jako człowiek rozważny i samodzielny z ważnym genem ludowego rozsądku. Poważni pretendenci do urzędu prezydenta wywodzą się ze zwalczających się partii – z tej, co poprzednio rządziła i tej, co obecnie sprawuje władzę. Przypomnieć należy, że kiedyś te partie deklarowały wspólne rządzenie, tzw. PO-PiS. Wybujałe ambicje gremiów rządzących tych partii doprowadziły do rozejścia się tych ugrupowań, co przy radykalizacji poglądów w imię ambicji rządzenia spowodowało podział w społeczeństwie. Podziały są tak głębokie, że w perspektywie tylko jakaś trzecia siła polityczna może uspokoić nastroje w kraju.

Zwalczające się partie PO i PiS łączy to, że zawsze i z uporem starają się wyeliminować ze sceny politycznej przedstawicieli ruchu ludowego. Czynią to zwodząc i uwodząc społeczności lokalne, chcąc wejść w rolę tradycyjnego ruchu ludowego. Odbywało się to nawet poprzez podkupywanie parlamentarzystów i działaczy. Zabiegi przybierały karykaturalne zachowania, gdzie nawet niekwestionowaną postać Wincentego Witosa jako przywódcy ruchu ludowego i symbol walki z sanacją próbowano zawłaszczyć. Przypomnę, że na żądania anulowania haniebnych wyroków brzeskich, gdzie skazano Witosa, przemilczają sprawę. Godzi się przywołać pychę tych partii dających do zrozumienia o istnieniu „syndromu polskiego chama”. Wywodzi się on z międzywojnia i wcześniej, gdy uważano, że na pokoje parlamentarne i do rządzenia nie może pretendować przedstawiciel prostego ludu.

Nawała bolszewicka 1920 r. sprawiła, że sięgnięto do Witosa, który zaapelował do swoich pobratymców – polskiego ludu – do obrony ojczyzny. W setną rocznicę bitwy warszawskiej na pewno nie będzie to artykułowany wątek. Będzie rozpamiętywanie wątpliwych zasług różnych osobowości z Piłsudskim na czele, zaś fakt pierwszego przykładu w naszych dziejach powszechnego zrywu na apel przywódcy ludowego przemilczy się. Ten niewytłumaczalny syndrom polskiego chama w wyborach prezydenckich na pewno wystąpi poprzez różne obraźliwe zabiegi propagandy politycznej, niekiedy w bardzo subtelnej formie odwołującej się do gorzej urodzonych. To nic, że jedną z największych zasług PRL było zniesienie tzw. stratyfikacji społecznej, przez co nic sobie nie robimy, że ktoś się obnosi lepszym urodzeniem. Dziwi nas groteskowość doniesień z dworu angielskiego o tych lepiej urodzonych, ale to ich sprawa. W Polsce na razie sprawa siedzi w „szafie”, ale wielu marzy o tych koszmarnych podziałach.

Władysław Kosiniak-Kamysz deklaruje jako najważniejsze zadanie przywrócenie wspólnoty narodowej, co wydaje się przy obecnej sytuacji w kraju najtrudniejsze. Jako prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego deklaruje też samodzielność na urzędzie, bo nie ma nad sobą żadnego prezesa czy też przewodniczącego na innej ulicy. Będąc lekarzem na pewno będzie lansował 6,8 proc. PKB na służbę zdrowia, skrócenie specjalizacji oraz nostryfikacji dyplomów. Interesujący jest pomysł embarga na rosyjski węgiel albo eksportu polskich jabłek na wschód. Emerytury bez podatku to rozsądny postulat. Lansuje kwotę wolną od podatku na 8 tysięcy złotych. Jazgot dotyczący spraw intymnych kwituje elegancko, że nie chce nikomu zaglądać za firanki. Tak winno się też kwitować swoisty jazgot w sprawach dotyczących relacji między ludźmi bez względu na ich preferencje seksualne czy wyznanie. Władysław Kosiniak-Kamysz jawi się jako postać polityczna mogąca uspokoić nasze poranione relacje w kraju.

Edward SŁUPEK