Racja stanu

Kierujemy się specjalną wrażliwością

Przy użyciu tego sformułowania trochę milkniemy, nawet nad największym oponentem rozpościeramy nimb zrozumienia. Jako Polacy rozumiemy fakt wyższości interesu narodowego, państwowego nad innymi interesami. Tak nas szczególnie doświadczyła historia, że wewnętrzne spory w przypadku zagrożenia państwa ustawały, schodziły na plan dalszy. Takim przypadkiem było prawie powszechne oburzenie na incydent, gdy prezydent Rosji Władimir Putin w niewybredny sposób zestawił tak fakty historyczne, jakoby Polska przyczyniła się do wybuchu II wojny światowej, kolaborowała z Hitlerem, była sprawcą Holocaustu. Prowokacja historyczna wynikająca zapewne z frustracji, że Polska w wielu przypadkach na arenie międzynarodowej jest zadeklarowanym oponentem Rosji, że staliśmy się najwierniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie.

Bycie oponentem Rosji wynika z wielu uwarunkowań, w moim przekonaniu sięgających 1055 r., czyli do podziału Kościoła na wschodni i zachodni (wielka schizma). Podział świata chrześcijańskiego to tragiczne mordy, najazdy i bezeceństwa w imię zwierzchnictwa nad naszą duchowością. Polska pozostała w orbicie Kościoła zachodniego z podległością pod Watykan i papieża. Oponentem został Kościół wschodni, w którym tkwi Rosja. Jest to rozłam nierozumiany przez narody, gdyż nie wypływa z zasad wiary. To chęć przewodzenia, dominowania. Pomimo wielu prób zjednoczenia, nie udało się tego dokonać do tej pory. Ostatnie spotkanie na Kubie papieża Franciszka i patriarchy Cyryla jako marzenie wielu papieży, w tym naszego Jana Pawła II, odbyło się w lutym 2016 r. Odbyło się w atmosferze dyplomatycznej, ale rozłam pozostał pomimo nadziei narodów.

Innym ważkim faktem historycznym rzutującym na stosunki polsko-rosyjskie jest okupacja Moskwy od 1610–1612 roku przez wojska Rzeczypospolitej z hetmanem Żółkiewskim na czele. Rosjan do tej pory bardzo boli ten fakt polskiej dominacji nad Kremlem. Zaświadcza o tym, że Rosjanie świętują 6 listopada jako „wypędzenie Polaków z Kremla”. Notabene sprytnie to uczynili z tym świętem, aby wycofać się ze świętowania „dnia rewolucji bolszewickiej” przypadającego właśnie 6 listopada. Wobec narastającej wrogości między naszymi narodami idealnie pasuje świętowanie zwycięstwa nad Polakami.

Najważniejszym wydarzeniem w historii Rosji była zwycięska bitwa pod Połtawą w 1709 r., kiedy to nastąpił kres mocarstwowej potęgi Szwecji w Europie i narodzenie się niepokonanej w wojnie Rosji. Od tej bitwy Rosja jest dominującym bytem narodowym na terenie Europy i Azji oraz znaczącym graczem globalnym rywalizującym militarnie ze Stanami Zjednoczonymi.

Historycznie nie możemy zapomnieć Rosji okresu zaborów, czyli niweczenia wszystkiego co polskie poprzez wywózki na Sybir, bezprzykładną rusyfikację przez 123 lata okupacji naszych ziem. Oczywiście należy wspomnieć nasze zrywy powstańcze utopione we krwi ze strony rosyjskiego caratu. Upadek caratu w wyniku rewolucji bolszewickiej sprawił między innymi, że mogliśmy zdławić bolszewizm, ale ogrom zbrodni ze strony caratu, którego naturalnym kontynuatorem byli tzw. biali Denikina i Wrangla, nie pozwolił Piłsudskiemu udzielić pomocy i zdławić rodzący się bolszewizm. Pisząc z Leninem w pismach przeciwko caratowi, nie stało mu przebiegłości, że w przyszłości naszym śmiertelnym wrogiem będzie Rosja tym razem radziecka, którą udało nam się zatrzymać w zamiarze zdobycia całej Europy w tzw. bitwie warszawskiej 1920 r. Klęska warszawska na pewno wywarła wpływ na Stalina przy rozkazie mordu na polskich oficerach w Katyniu i innych miejscach kaźni.

Potem mamy wybuch II wojny w 1939 r. i wspólne z Niemcami dokonanie zajęcia ziem polskich. Znowu eksterminacja polskiej ludności na zajętych ziemiach z wywózkami na Sybir. W tym czasie Niemcy jako okupanci eksterminują polską nację oraz dokonują Holocaustu. Dopiero szaleństwo Hitlera, napaść na Rosję, sprawia, że we wspólnym interesie stało się pokonanie Niemców. Niewątpliwie Armia Radziecka wyzwala ziemie polskie od Niemców. Ale zdrada Anglosasów na konferencjach w Jałcie, Teheranie sprawia, że pozostajemy w orbicie wpływów radzieckich z epizodem PRL jako państwa na modłę radziecką. Dopiero od 1989 r. dzięki bezkrwawej rewolucji Solidarności i fenomenowi Okrągłego Stołu nie zależymy od Rosji.

Czy po świadomości obciążenia historią potrafimy z Rosją ułożyć prawidłowe stosunki międzypaństwowe? Z Niemcami w 1966 r. dzięki m.in. kard. Wyszyńskiemu udało się nam pojednać. Tutaj było stosunkowo łatwo, chociaż bezmiar niemieckich zbrodni do tej pory i na zawsze pamiętamy. Łatwość wynikała z faktu, że pozostajemy w orbicie jednolitego kościoła watykańskiego. Rzeka Bug stanowi trudną przeszkodę religijną. Obecny premier nawołuje po wielokroć do normalności. Na pewno normalnością będzie nawiązanie szeroko pojętych stosunków z Rosją. Dotyczy to wszystkich szczebli, z gospodarką na czele. Na razie źle to wygląda, gdyż propagandowo decydenci obu państw za cnotę uważają zohydzanie sąsiada. Potrzeba dyplomatycznych małych kroków, uprzytomnienia sobie interesów, które mogą nas łączyć. Na pewno nie możemy się dać upokorzyć głupimi stwierdzeniami fałszującymi historię. Odczuwa się w społeczeństwie, że problem tkwi w naszych elitach państwowych. Jak uprzytomnić stronie rosyjskiej, że kierujemy się specjalną wrażliwością co do relacji wzajemnych, wynikających z trudnej wzajemnej historii?

Edward SŁUPEK